Korespondencja z Pragi

Świat zmienia się w spelunkę

Krystyna Knypl

W świecie pełnym słów wywodzących się z języka angielskiego warto odkurzyć wyrażenia dawno nieużywane, bo zupełnie nieoczekiwanie okazuje się, że znakomicie oddają one współczesność.

DSC02921 Custom

Spacerując po uliczkach Pragi, do której wybrałam się na kongres medyczny, napotkałam bar o nazwie nomen omen Spelunka http://www.spelunka.cz/. Gdy przeanalizowałam kilka zdarzeń z odbywanej właśnie podróży, nasunęła mi się myśl, że cała otaczająca nas rzeczywistość zaczyna przypominać jedną wielką spelunkę. Choć dawniej spelunka (łac. spelunca ‘jaskinia’) oznaczała obskurny lokal, miejsce spotkań ludzi z marginesu społecznego, knajpę o złej, marnej renomie – dziś renomą mało kto się przejmuje.

DSC02860-001 Custom

Spoglądając na wydruk mojego biletu lotniczego dostrzegłam informację, że podczas lotu będą podane „przekąski lub brunch”. Choć jedzenie serwowane na pokładach samolotów nie należy do mojej ulubionej kuchni, to odbieram tę informację pozytywnie. Aby zdążyć na poranny samolot, trzeba wyjść z domu bardzo wcześnie, często bez śniadania i jakieś małe co nieco podczas lotu jest nie od rzeczy.

DSC02871 Custom

W zderzeniu wyobrażeń z rzeczywistością „przekąska lub brunch” okazuje się maleńką paczuszką słonych krakersów i równie małym kubeczkiem kawy/herbaty/wody (w pełnym wyborze). Twórczy marketing nie takie kiksy terminologiczne wygenerował, że uczynienie z kilkunastu maleńkich krakersów brunchu* właściwie nie powinno dziwić.

DSC02884 Custom

Z komunikatu przed startem dowiaduję się, że Czech Airlines należą do „aliancji” Sky Team, a panie stewardesy nie mówią po polsku, za co pasażerowie są przeproszeni. Aliancja – piękne słowo, od razu widać, że stworzone przez Czechów, którzy niejednym określeniem potrafią wprawić nas w dobry humor.

DSC02895 Custom

Kontakt z firmą http://www.prague-airport-transfers.co.uk/ oferującą przewóz z lotniska zapewnia mi pogodny nastrój, bo w hali przylotów nie tylko czeka na mnie sympatyczny pan z tabliczką z moim nazwiskiem, ale także mówi po angielsku i po polsku. Jedziemy pod dwa adresy za ryczałtową kwotę 290 koron. Docelowym adresem jest centrum kongresowe, gdzie mam dopełnić formalności rejestracyjnych. Jak można przypuszczać na podstawie adresu internetowego, firma przewozowa działa na licencji angielskiej.

Zetknięcie się z lokalną ofertą branży taksówkarskiej już nie jest takie zachwycające. Przejazd na trasie centrum kongresowe – hotel Ostruvek kosztuje mnie 15 euro, czyli 390 koron wg http://www.xe.com. Na trasie tej wg http://www.worldtaximeter.com/prague) opłata za przejazd nie powinna przekroczyć 180 koron. Kierowca na pytanie dlaczego tak drogo odpowiada „ceny kongresowe”. No cóż… cieszyłam się, że dowiózł mnie w deszcz pod właściwy adres, a nie próbował wysadzić z taksówki w dowolnym punkcie miasta, jak to usiłowano mi zrobić w Buenos Aires.
A poza tym nie pobił cenowo pewnego serwisu hotelowego przed kilku laty, który za odprasowanie sukienki jednej z koleżanek zażyczył sobie 700 koron. Dlaczego tak drogo? – zapytała. „Bo niedziela, bo usługa ekspresowa, no i cena kongresowa!”
Tak więc kongres to nadal dla Czechów okazja do strzyżenia baranów, które zbłąkały się do Pragi.

Hotel Ostruvek jest dobrym wyborem – za 148 euro mam tu 4 noclegi ze śniadaniami. Jest czysto i internet działa bez problemów.
Oczekując na pokój, obserwuję ludzi. Obok mnie siedzi młody biznesmen i przez komórkę prowadzi interesy. „Jeżeli zetniemy po 15 groszy na produkcie, to wyjdziemy na swoje” – powiada do kogoś po drugiej stronie łącza telefonicznego. W dużym biznesie liczy się każdy grosz. Przekonałam się o tym, gdy zapłaciłam niedawno 1 grosz podatku bankowego od lokaty terminowej. Państwo nie rezygnuje nawet z 1 grosza należnego podatku, a 15 groszy to już majątek!
Każdy dba o swoje interesy energicznie.
W recepcji dostaję do podpisania instrukcję obsługi pokoju, z której dowiaduję się, że… zamontowany zamek nie zamyka drzwi automatycznie i aby nikt nie wszedł do mojego pokoju, muszę kluczem zamknąć drzwi. Brakuje mi jeszcze oświadczenia, że podpisałam świadomą zgodę na taki pokój, no ale nie marudźmy, to nie badanie kliniczne. ;)

Wobec rozbuchanych apetytów praskich kierowców postanawiam poruszać się komunikacją miejską. Niestety w recepcji nie sprzedają biletów (wbrew informacji poświęconej temu hotelowi na www.booking.com), więc muszę je kupić w automacie lub w Tabak. Automaty stoją przy przystankach tramwajowych i mają gęsto zadrukowaną instrukcję obsługi po czesku i po angielsku. Skuteczne poznanie jak działa taki automat jest prawie niemożliwe, a jeżeli do tego pada deszcz, to nawet nie warto próbować! Ruszam na poszukiwanie Tabaka. W okolicy hotelu znajduję punkty pierwszej potrzeby – kilka knajp, manicure, divadlo, sklepy sportowe, sklep z branży erotycznej, sklep filumenistyczny oraz antykwariat. Tabaka nie widać. Po dalszych poszukiwaniach znajduję sklep z warzywami i napojami prowadzony przez Wietnamczyków. Och, co za ulga – nie odwodnię się!!!

Wracam do hotelu i badawczym spojrzeniem jeszcze raz obrzucam wyposażenie – mydełko wygląda na dwa razy mniejsze niż dawniej, a czekoladka, taka „na dzień dobry” przypomina wielkością znaczek pocztowy. No bo jeżeli zetniemy z grubości mydełka i jeszcze z grubości czekoladki, a do tego nie damy małej butelki wody, która zawsze stała na biurku, a ponadto zabierzemy ekspres do kawy z wyposażenia pokoju, no i zetniemy 15 groszy na każdym produkcie – to musimy wyjść na swoje! Przecież na tym ten kryzys polega!   

Krystyna Knypl
https://sites.google.com/site/myjournalismkrystynaknypl/

DSC02920 Custom 


* Brunch (ang. breakfast + lunch) – posiłek jadany późnym rankiem lub wczesnym przedpołudniem (w godzinach od 10 do 11.30), w czasie którego spożywa się produkty zarówno typowo śniadaniowe, jak i właściwe obiadom. Wywodzi się z tradycji anglosaskiej, ma wiele cech wspólnych z szeroko znanym w kuchni polskiej drugim śniadaniem. (http://pl.wikipedia.org/wiki/Brunch)