Osaczenie fałszywą troską jako forma indoktrynacji

Kiedy choroba stała się jednym wielkim medialnym show

Krystyna Knypl

Spędzony w północnej Afryce redakcyjny urlop skłania mnie nie tylko do wspomnień, ale i pogłębienia wiedzy o tym kontynencie, problemach, ludziach, ich przeszłości. Choć nie brakuje w codziennych informacjach relacji z tamtej części świata, to jednak ich wiarygodność nie przedstawia się mi jako zbyt wysoka, zwłaszcza w zestawieniu w tym, co widziałam osobiście. Jedynym ponadczasowo wiarygodnym afrykańskim reportażem pozostają  opracowania lokalnych autorów.

„O czym marzą wilki”

Taki egzotyczny tytuł nosi książka algierskiego pisarza tworzącego na emigracji we Francji. Prawdziwe nazwisko pisarza brzmi Mohammed Moulessehoul, a Yasmina Khadra to pseudonim, na który składają się imiona jego żony i pod którym ukazały się jego książki. Pisarz wyjawił swą tożsamość w 2001 roku po wystąpieniu z armii i wyjeździe na emigrację do Francji. Inne znane jego książki to „Jaskółki z Kabulu”, „Zamach”, „Co dzień zawdzięcza nocy” oraz „Kuzynka”.

Bohater „O czym marzą wilki” po niepowodzeniach życiowych szuka nowych dróg. Napotyka „duchowych przywódców”, którzy z wielkim zapałem indoktrynują takich jak on młodych ludzi, szukających swojej drogi, mających problemy. Oto ciekawy fragment:

W Kazbie nie można było znaleźć nikogo, kto by człowieka pocieszył, nie korzystając z okazji by go indoktrynować. Nadużywano stanu ducha „zabłąkanych” i korzystano z ich słabości, by wprząc ich do ruchu. Każdy w owym czasie odkrywał w sobie powołanie na duchowego przywódcę. Młodzi imamowie wszędzie kształtowali umysły na swoją modłę, w kawiarniach, w szkołach, w miejscach rozdawania darmowej żywności, na klatkach schodowych, obalając urazy, przemawiając do sumień. Niemożnością się stało znosić cierpliwie swoje nieszczęście. Wystarczył zwykły pomruk niezadowolenia, a już jeden przez drugiego okazywał wam swoje współczucie, nim bez uprzedzenia oddał was w ręce specjalistów od zbawienia. Żadnej intymności, żadnej ucieczki.

O czym marzą konsumenci

Gdy czytałam te słowa, nasunęło mi się skojarzenie z współczesnymi sposobami indoktrynacji stosowanymi przez polityków oraz heroldów ich pomysłów wobec osób korzystających z usług systemu ochrony zdrowia. Analogiczne są to osoby, i słabe, i zabłąkane w zawiłościach systemu, a przez to bardzo podatne na sugestie „pocieszycieli”. Dziś trudno znaleźć polityka lub redakcję, która nie chciałaby pocieszać, naprawiać i prostować zawiłości systemu ochrony zdrowia. Niezależnie od tego, czy jest to redakcja zajmująca się sprawami rolnictwa, kultury, religii czy meteorologii, wszyscy mają w sobie wielki zapał do naprawiania systemu i pocieszania w nim zabłąkanych, niedopieszczonych i niezadowolonych. No i oczywiście piętnowania z bezwzględną surowością leniwej „służby” oraz opieszałych niewolników własnego powołania.

Choroba, która w sumie jest nieszczęściem i przykrością, wskutek zabiegów działów marketingowych stała się jednym wielkim medialnym show. Nieodłącznym elementem współcześnie rozumianej choroby stało się posiadanie satysfakcji z leczenia, której ma dostarczać niebywale i całodobowo empatyczny doktór, recytujący „witam… w czym mogę… polecam się na przyszłość i następne okazje…”, nawet gdyby była to poradnia schorzeń przenoszonych drogą płciową. ;))

Posiadanie skręconego stawu okazuje się tak wielkim cierpieniem, że debatują o nim media wysokonakładowe i największe stacje telewizyjne w godzinach najlepszej oglądalności, jakby to co najmniej były skręcone kiszki, dodatkowo powikłane zapaleniem otrzewnej, a do tego operowane bez znieczulenia przez bezdusznego doktora, co to szklanki wody nie poda, a już o święconej nie ma nawet mowy! Media niskonakładowe nie mają wyboru i muszą nadążać za tym, co jest tematycznie trendy i na czasie. ;))

Marie-Antoinette koningin der Fransen

Polityczne i z wyrachowaniem powtarzane mantry „zapewnimy każdemu, dostarczymy wszystko, wyleczymy każdego”, wprowadzają ludzi w błąd, generując infantylno-narcystyczne postawy wobec zdrowia. Propaganda w stylu „wszystko się należy” ma na celu jedynie stworzenie złudzeń, a nie właściwych rozwiązań. Jeszcze trochę, a tak bardzo modna empatia będzie towarem kontraktowanym przez NFZ i zapisywanym na recepty, gdy zabraknie pieniędzy na leki na poważne schorzenia. Nie od dziś bowiem wiadomo, że gdy lud nie ma chleba, należy zasugerować posilanie się ciastkami i taka właśnie postawa wobec potrzeb ludu jest prawdziwie empatyczna.*

Krystyna Knypl
https://sites.google.com/site/myjournalismkrystynaknypl/

 

*Maria Antonina Habsburg, królowa Francji: – S’ils n’ont pas de pain, qu’ils mangent de la brioche!