Szklanka goryczy

Wesoło nie będzie

@Curcuma_Zedoaria

sruba

Bo wesoło nie jest. Nie jest też smutno. Jest durnie...

Są sprawy mniej i bardziej ważne i czasem te mniejsze, skórze bliższe pokazują dosadniej cały absurd i grozę sytuacji, w jakiej jesteśmy.

Mała rzecz, a cieszy – mawiają niektórzy. Tak jest, choć w poradni trudno byłoby znaleźć ucieszonych. Jak zwykle rzecz dotyczy trudności z wprowadzaniem w życie...

Otóż, wszyscy o tym wiedzą, ale przypomnę, od 1 września 2013 r. pacjentom wolno tylko osobiście odbierać recepty. Albo pacjent po recepty przyjdzie, albo go przyniosą, albo doktor do pacjenta pójdzie, albo go (doktora) do pacjenta zaniosą (zrozpaczona rodzina).

Nie oceniam, czy było dobrze, czy było źle, ale było logicznie. Codziennie w rejestracji wielospecjalistycznej poradni około trzydziestu krewnych przewlekle i ciężko chorych pacjentów zostawiało karteczki z prośbą o przedłużenie leków. Wszyscy pacjenci byli znani lekarzom, wizytowani w razie konieczności, a rodziny wyedukowane co do zasad pomocy.

Tak było jeszcze wczoraj, jeszcze wczoraj, a dziś?

Dziś od rana w rejestracji popłoch.

Przed otwartą ladą kłębi się tłum wściekłych, sfrustrowanych ludzi. Nie rozumieją, czemu od dziś nie mogą dostać leków. Z niedowierzaniem słuchają wyjaśnień. Tak, słyszeli w mediach, ale któż by przypuszczał, że to będzie naprawdę???

Nie wiedzą, jak mają ściągnąć obłożnie chorych, cierpiących krewnych do poradni, jak i po co ustawić (ułożyć) ich w kolejce?

Wiedzą, że jest to dla nich kolejne utrudnienie, więc się buntują i złoszczą, dając upust frustracji.

Dziewczyny w rejestracji, czerwone ze wstydu i zażenowania, położyły uszy po sobie. Pochylają głowy pod ciężarem obelg i wyzwisk, unikają spojrzenia w oczy... ze spuszczoną głową łatwiej znieść upokorzenie, a najlepiej byłoby schować się pod ladę. Próbują tłumaczyć, że rozporządzenie, że lekarz nie może, co wywołuje kolejną falę wściekłości. Patrzę na nie, młode, fajne i zastanawiam się, jak prędko uciekną i czym ta lekcja zaowocuje w ich dalszym życiu. Dostały dzisiaj tyle złości i co dalej?

Jutro kolejny taki dzień… Ale oto znalazł się pacjent, który próbuje pomóc. Tłumaczy urażonym ludziom, że to rozporządzenie jest celowe i sensowne, bo chroni finanse państwa. Ktoś zaczyna go słuchać, „jak to?” dopytuje.

Otóż – wyjaśnia zorientowany – podobno rodziny wybierały leki na zmarłych krewnych, a państwo płaciło refundację...

Chwilowa cisza była tylko wstępem do późniejszej awantury... co się działo i jakie argumenty padały, nie zacytuję.

To trzeba było zacząć od 1 listopada – ktoś skomentował.

Fajnie, pomyślałam, no to mamy święto zmarłych...

Ale śmiesznie wcale nie jest. Jest przykro, jest strasznie i jest bez sensu. Jak ta sytuacja się rozwiąże, nie wiem. Część pewnie przyprowadzi swoich chorych, część zrezygnuje z leczenia, ktoś pójdzie prywatnie. Damy sobie radę.

A twórcy rozporządzenia, po raz kolejny uszczelniający system naszymi głowami, podsumują nas stwierdzeniem „No i co, dało się? Dało! A tyle było pyszczenia.”

Najważniejsze to wiedzieć, kiedy i komu przykręcić śrubę.

No to wychylmy tę szklankę goryczy...

Sama jestem ciekawa rozwoju wypadków.

Wasz oddany reporter wojenny.

@Curcuma_Zedoaria
psychiatra