Prawo do renty (za wszelką cenę)

Wypoczynek, jak wszystko, kończy się zmęczeniem. (Aleksander Dumas ojciec)

Niektórzy sądzą, że mają dobre serce, a to tylko słabe nerwy. (Marie von Ebner-Eschenbach)

Zdrowo jest być od czasu do czasu chorym. (Henry David Thoreau)

Rafał Stadryniak = @Grypa

Słowo „renta” w kraju kwitnącej jabłoni budzi tyle samo emocji, co „praca” w kraju kwitnącej wiśni. Mieliśmy być zresztą drugą Japonią, ale ludzie przyzwyczajeni do jabłek nie dali rady się przestawić. „Renta” zresztą brzmi bardzo dobrze, prawie jak „reneta”. Otrzymanie stałych świadczeń pieniężnych z tytułu niepełnosprawności i niemożności zarobkowania jest u nas priorytetem. Osiągnąwszy taką stabilizację, można zacząć się rozglądać za pracą. Szczytem marzeń jest tzw. grupa (niepełnosprawności). O takich pracowników podobno pracodawcy się biją. I do tego karta parkingowa na miejscu dla niepełnosprawnych. Ma ją już prawie każdy…

Mam i ja,

zanucił znaną reklamę Nasz Doktor, fałszując niemiłosiernie. To tylko taka słowna przymiarka. Póki jest siła ściskać długopis w garści, to nigdy…

Ze statystycznej babcinej renty utrzymują się czasem całe rodziny. To jest zjawisko przerażające i powszechne. Tłum bezrobotnych zasiłkowych kombinatorów i jedna jedyna babcia, do której co miesiąc zachodzi listonosz z kopertą… Czy widać jakieś analogie ze świata bajek?

A gdyby tak cofnęli babci rentę, to mogłaby zostać wystawiona za drzwi jak kot. Póki co opłaca się mieć babcię z rentą, dziecko niepełnosprawne, a do tego nie mieć ślubu i żyć z konkubentem, powiedzmy ojcem dziecka, jako samotna matka.

Presja na pobieranie seniorskiej renty jest tak wielka, że zdarzało się tu i ówdzie zataić śmierć staruszki, żeby nie stracić źródła utrzymania. Oczywiście w takiej sytuacji nie mogło być mowy o pochówku. Babcia została w domu. Wmurowana we wnękę.

I co na to powiedzieliby starożytni Egipcjanie? A Horacy ze swoim exegi monumentum? Pewnie zamilkliby zawstydzeni.

Pomnik Giez 11 1954 660

A właśnie nad pewnym niedużym POZ-em wzeszło radosne słońce, to samo słońce, które swymi promieniami opala Polaków w Szarmie i Hurgadzie. Nawiasem mówiąc, dlaczego trzeba za nim jechać aż do Egiptu, skoro jest codziennie na miejscu?

Pytanie retoryczne. Nasz Doktor nie miał wątpliwości, że takich pytań nie należy zadawać. Głównie dlatego, żeby nie uświadomić sobie, jak bardzo jesteśmy pochłonięci pracą i pogonią za nieosiągalnym. Dla jednych jest to satysfakcja finansowa, dla innych przysłowiowa polska renta. Renta zresztą jest przez wielu mylona z emeryturą. Obecnie więcej jest rencistów niż emerytów i stąd ta śmieszna pomyłka. A po piętach depczą im kombatanci, których liczba ciągle się zwiększa w miarę oddalania się od ostatniej wojny.

Dzień, jak wspomniano, zapowiadał się naprawdę dobrze. Wierzcie lub nie, ale w słoneczne dni ludzie nie lubią chorować, nie planują wizyt i nie przychodzą po leki.

W taki to dzień

zjawiła się pacjentka nr 1. Weszła dziarskim krokiem zawodowej kierowniczki na wielu stanowiskach. Na wstępie zażyczyła sobie kontrolnej morfologii, które to badanie wykonuje zawsze po obfitej menstruacji. Nasz Doktor przejrzał plik wyników i nie mógł się nadziwić, że zawsze wychodziło to samo, czyli nic. Pacjentka nr 1 jednak traktowała próbę racjonalizacji problemu, a raczej jego braku, jako zamach na prawo do badań po każdej miesiączce.

Kobiety są wrażliwe na takie sprawy.

Padło wiele słów, niektóre były gorzkie. Pacjentka chciała również „przedłużyć sobie leki”.

– Nie ma sprawy, od tego jest POZ – rozpromienił się nasz Doktor. – Widzę, że bierze pani dwa leki nadciśnieniowe. Ciśnienie dobre, więc będziemy kontynuować.

– Proszę przepisać tylko jeden, po drugi przyjdę za tydzień.

Nasz Doktor zbaraniał.

– Przyjdę za tydzień, po powtórkę, żeby mieć więcej wpisów w dokumentacji. To się przyda do renty – dodała, widząc gapowatą minę Doktora.

Jakiej renty? Nasz Doktor przecierał oczy, ale mimo zastosowania tarcia nic się nie zmieniało. Elegancka elokwentna czterdziestoośmiolatka szykowała się na pewną rentę.

– Ale, proszę pani, ja nie widzę pani na rencie – zaczął nieśmiało. – Na to, co pani ma, się nie dostaje.

– A ja byłam leczona onkologicznie.

Nasz Doktor przejrzał dokumentację. Rzeczywiście. Zbadano guzek piersi, który nie wzbudził żadnej tzw. czujności onkologicznej. Kontrola nie była potrzebna. To niech papiery na rentę pisze pani onkolog, już miał powiedzieć jak Salomon Nasz Doktor, ale ugryzł się w język. Do tego wniosku musi pacjentka dojść sama, bez pomocy. Inaczej będzie baaardzo niezadowolona.

– Czyli że nic od pana nie uzyskam – konkretyzowała pani bizneswoman i menedżer w jednej osobie.

– Jak to nic – najeżył się Doktor teatralnie – recepty na leki, badanie, wsparcie lekarza POZ, poradę orzeczniczą. Tylko z prywatną poradą się na szczęście wstrzymałem – dodał cichutko na stronie. Przemknęło mu jednak po głowie, że może właśnie dostąpił tzw. zaufania pacjentki i stąd ta cała rozmowa.

Pacjentka miała jeszcze jeden pomysł. Chciała wyjechać na wczasy sanatoryjne z ZUS. Nasz Doktor znowu tarł oczy czerwone od częstego przecierania.

– No, można szybciej dostać niż z NFZ – wyjaśniała pacjentka nr 1, widząc usta Doktora otwarte w niemym krzyku zdziwienia.

Tutaj Doktor już nie zdzierżył i wygłosił krótkie exposé.

– Droga pani. To, co była łaskawa pani skłonna nazwać sanatorium na ZUS, jest w istocie swojej prewencją rentową, która pozwala namierzyć osobniki zdrowe, nadmiernie korzystające ze zwolnień, tudzież zweryfikować osoby nienadające się do powrotu na stanowisko pracy po długim zwolnieniu. Słowem, jest to narzędzie do tropienia nieprawidłowości orzeczniczych.

Pacjentka wysłuchała wszystkiego dziwnie spokojnie, po czym się pożegnała i wyszła. Nasz Doktor miał dziwne wrażenie, że dziś lub jutro odwiedzi innego lekarza lub nawet kilku, a może i wszystkich.

Jak przysłowiowy Chuck Norris, patron spraw beznadziejnych i rzeczy niemożliwych, Doktor podsumował dzisiejszą wizytę. Otóż odmówił kobiecie kilka razy. Wyszła z gabinetu niezadowolona. Prawdopodobnie nie wpłynie to na zmianę jej przekonań i sposobu działania. Istniał natomiast cień szansy, że do Doktora przyjdzie, kiedy będzie miała prawdziwy problem zdrowotny.

Kolejna pacjentka

pojawiła się w drzwiach w tej samej chwili, gdy zniknęła poprzednia.

– Ja tylko po papiery do renty – oznajmiła triumfalnie. – Zajmę najwyżej minutkę.

Ciekawe kto i kiedy wypisze te papierzyska, zagłówkował przytomnie Nasz Doktor i żeby utrzymać piłkę na boisku, kontynuował już głośno:

– A na co pani szanowna choruje?

Pacjentka skromnie spuściła wzrok.

– A tu to już zdaję się na doktora.

Doktor zmęczonym gestem przetarł okulary. Okulary chronią oczy przed nadmiernym tarciem. Dokumentacja nie przedstawiała się imponująco. Katar i zgaga przedzielone były dziesięcioletnią przerwą.

– Ale ja byłam chora, tylko nie chodziłam na zwolnienia – zaznaczyła bohatersko pacjentka.

Znaczy należy się nagroda – pomyślał automatycznie Nasz Doktor.

– A bierze pani jakieś leki?

– Przyznaję się bez bicia, że nie biorę żadnych.

– A dlaczego bez bicia? – głośno zastanowił się Nasz Doktor.

Nasz Doktor

głęboko zastanowił się nad sobą i swoimi pacjentami. Cóż, mamy ze sobą pod górkę, ale kto powiedział, że będzie lekko. No kto?

Rafał Stadryniak
internista

PS Nasz Doktor czasem zamyślał się w pracy, a wtedy temat renty stawał mu automatycznie przed oczami. Wszak z każdym rokiem, ba, z każdym oddechem zbliżamy się do owej magicznej renty, gdy będzie czas uregulować zaległe sprawy, rozwinąć hobby odłożone na później, a nawet, jak sądzą optymiści, zabawić się. Może nawet na koszt państwa.

Temat renty towarzyszy człowiekowi już od najwcześniejszych lat. Nasz Doktor widział, jak niewinna wada wymowy u dziecka, zwana parakappacyzmem, może ujawnić typową freudowską pomyłkę. Wada polega na zamianie „k” na „t”. Taki junior w dobrej wierze mówi do ojca „daj mi rękę”, a brzmi to, sami wiecie jak…

Słowniczek trudnych wyrazów oraz tych, które wydają się pozornie zrozumiałe:

Renta – stan ducha osiągany na długo przed przyznaniem fizycznie świadczenia pieniężnego.

Emerytura – pieniądze, które niby czekają jak na bohaterów w Valhali, ale jakby nie były z tego świata. Istnieje obawa, że jest to rodzaj pośmiertnej gratyfikacji.

Lekarz POZ – osoba siedząca za biurkiem i wypisująca różne papiery, które przydają się ludziom.

Wczasy z ZUS – ponury żart, do zapomnienia.

Rys. Zen